Dziś jest: niedziela 1 sierpnia 2010 roku , imieniny: Jarosława, Justyny, Nadziei
Strona głowna | Ogłoszenia | Dodaj news! | IRC

Opinie nauczycieli stosujących metodę fonogestów

Justyna Leszka

Z metodą fonogestów zapoznałam się będąc jeszcze studentką surdopedagogiki WSPS w Warszawie. Niestety jeszcze wtedy na tej uczelni nie mówiono o metodzie wspomagającej odczytywanie z ust, jaką są fonogesty. Do poszukiwań skutecznej metody nauczania dzieci niesłyszących skłoniła mnie rzeczywistość, którą obserwowałam w szkołach dla niesłyszących w czasie licznych hospitacji i praktyk. Powszechnym wśród nauczycieli było przekonanie o niemożliwych do pokonania barierach w nauczaniu dzieci z wadą słuchu. Wielokrotnie powtarzane twierdzenia (zresztą poparte danymi zaczerpniętymi z literatury fachowej) o zaburzeniach pamięci u głuchych, o braku myślenia abstrakcyjnego i o niemożności nauczenia się przez nich języka ojczystego nabrały wagi aksjomatu. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy był poziom językowy, jaki reprezentowali uczniowie kończący szkoły podstawowe dla głuchych.

Przyznam szczerze, że nie pociągała mnie perspektywa 30 lat pracy bez szansy na osiągnięcie sukcesu. Wtedy to wpadł mi w ręce numer "Biuletynu Audiofonologii", gdzie były zamieszczone artykuły dotyczące fonogestów. Pamiętam, że uderzyło mnie stwierdzenie: dzieci niesłyszące mogą... . Wreszcie ktoś pisał, że dzieci niesłyszące mają takie same potencjalne możliwości rozwoju językowego i intelektualnego jak dzieci słyszące, a ode mnie jako nauczyciela zależy ich wykorzystanie. Dzięki ogromnej życzliwości pani profesor Kazimiery Krakowiak nauczyłam się fonogestów, które miałam okazję od razu wykorzystać w pracy, gdyż w moim rodzinnym mieście - Kaliszu, powstała szkoła dla dzieci słabo słyszących i niesłyszących.

Osobą, która w znacznej mierze przyczyniła się do tego, że jest to szkoła pod wieloma względami szczególna, jest jej dyrektorka pani Miria Janiszuk, która zdecydowała, że fonogesty będą główną metodą stosowaną w procesie nauczania w naszej szkole. Wszyscy nauczyciele rozpoczynający pracę są zobowiązani do ukończenia kursu fonogestów. Obecnie ponad czterdziestoosobowe grono nauczycieli i wychowawców Ośrodka sprawnie posługuje się fonogestami, a dwadzieścia osób zdobyło uprawnienia instruktorów.

Praca z dziećmi niesłyszącymi jest trudna, ale dostarcza wielu emocji, a każde osiągnięcie ucznia jest nagrodą i motywacją do dalszych wysiłków, także do trudu, jakim jest stosowanie fonogestów. Kiedy zapoznałam się z tą metodą, pierwszym moim pytaniem było: dlaczego jest ona tak mało rozpowszechniona? Teraz kiedy poznałam już specyfikę środowiska nauczycielskiego, rozumiem, ze głównymi przeszkodami są: obawa przed "nowym i nieznanym" oraz wysiłek, jaki trzeba włożyć na początku pracy z fonogestami. Chciałabym bardzo podkreślić, że mówienie z fonogestami, choć trudne (przez pierwszy rok pracy), ogromnie ułatwia pracę, stanowi nieocenioną pomoc w pracy nauczyciela. Nie trzeba nieustannie "podpisywać" rzeczywistości poprzez przyklejanie etykiet na wszystkim, co się znajduje wokół nas. Każdą rzecz, o którą dziecko zapyta można nazwać w sposób dla niego zrozumiały, co więcej dziecko nie widząc wzorca graficznego wyrazu może go poprawnie zapisać. Uczniowie zyskują możliwość samodzielnego zdobywania wiadomości, poza zaprogramowaną sytuacją lekcyjną oraz swobodę w komunikowaniu się z osobami słyszącymi.

Uważam, że mówienie z fonogestami, czyli w sposób zrozumiały dla dzieci, jest wyrazem szacunku dla nich i dowodem na dostrzeganie ich godności osobowej. A uczniowie to czują - rozbawiła mnie i zastanowiła sytuacja, kiedy odkryłam, że moi uczniowie dzielą ludzi na tych, którzy potrafią i nie potrafią mówić, przy czym tych ostatnich traktowali jako w pewien sposób niepełnosprawnych (chodziło o sprawność posługiwania się fonogestami, przy czym umiejętność i szybkość wykonywania gestów dzieci traktowały jako rzecz drugorzędną, a zwracały uwagę na umiejętność komunikacyjną).

Taką samą swobodę komunikacyjną daje posługiwanie się językiem migowym, ale stosowanie fonogestów stwarza szczególną sytuację, kiedy to w nie zaburzonym procesie komunikacji dziecko ma szansę, niejako "przy okazji", na bieżąco, poznawać język polski.

Stosowanie fonogestów sprzyja naturalnemu procesowi rozwoju języka, z zachowaniem wszystkich jego stadiów i czasu ich trwania. Nie można więc oczekiwać, że sześcioletnie dziecko z głębokim uszkodzeniem słuchu, które nigdy nie było rewalidowane, a z fonogestami spotyka się dopiero w klasie wstępnej, już po roku zacznie mówić zdaniami. Takie dzieci nazywamy potocznie "niemowlakami" ponieważ językowo reprezentują poziom niemowlęcia mimo, iż mają lat np. sześć, i często pod innymi względami nie odbiegają od normy wiekowej. I te dzieci rzeczywiście mówią zdaniami i to zbudowanymi poprawnie pod względem gramatycznym, ale musi upłynąć czas jaki przeciętnie potrzebny jest dziecku słyszącemu do opanowania tej sprawności.

Podsumowując, chciałabym zachęcić wszystkich rodziców i nauczycieli dzieci niesłyszących, aby zechcieli sobie zrobić prezent i nauczyli się fonogestów.

Nota o autorze: surdopedagog, nauczycielka nauczania początkowego, instruktor metody fonogestów, od czterech lat pracuje z dziećmi niesłyszącymi. Współpracuje z Katedrą Pedagogiki Specjalnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Katarzyna Łojko

Z metodą wspomagającą mowę spotkałam się 5 lat temu, rozpoczynając pracę w szkole dla dzieci słabo słyszących i niesłyszących. Była to moja pierwsza praca i obawy z nią związane wynikały głównie z potencjalnych trudności w komunikowaniu się z dziećmi niesłyszącymi, które przewidywałam. Nie posiadałam żadnych doświadczeń, a kontakty z osobami z wadą słuchu ograniczały się do kilku hospitacji w szkole, w której wiodącą metodą była metoda oralna.

Rozpoczynając pracę w szkole w Kaliszu dostąpiłam przyjemności nauczania i wychowywania uczniów klasy I. Zdawałam sobie sprawę z ogromu odpowiedzialności,, jaki ciąży na nauczycielu, któremu powierzono klasę pierwszą w pierwszym roku istnienia szkoły. W tym też czasie uczestniczyłam w kursie pierwszego stopnia "Mówimy z fonogestami". Przez pierwszy semestr zajęć pracowałam z dziećmi zgodnie z zasadami "czystej" metody oralnej, posługując się wyłącznie mową. Szybko spostrzegłam, że niektórym dzieciom sprawia wiele trudności odczytywanie z ust podstawowych komunikatów, które stały się już rytuałami dnia. Zastanawiałam się wówczas jak przekazywać dzieciom wiedzę tak, aby była ona pełna, jak rozszerzać ich horyzonty, wyjaśniać problemy, rozwijać procesy poznawcze. Początkowo do metody fonogestów podchodziłam bardzo sceptycznie, miałam mnóstwo wątpliwości i pytań. Postanowiłam jednak komunikować się z dziećmi wspierając swoje wypowiedzi fonogestami. Starałam się to robić konsekwentnie i to zarówno w szkole jak i poza nią (w internacie, na spacerach). Na efekty trzeba było poczekać. Od nieporadnego "machania ręką" towarzyszącego ruchom narządów artykulacyjnych dzieci stopniowo przechodziły do bardziej skonwencjonalizowanych form. Po 3 latach stosowania dzieci chętnie i właściwie przez cały czas posługują się fonogestami. Chętnie nawiązują kontakty z rówieśnikami słyszącymi, nie obawiają się kontaktów, wręcz przeciwnie, są w stanie "zagadać" każdą nowo poznaną osobę, która tylko zechce z nimi rozmawiać. Jestem przekonana, że coraz lepsze poznanie języka wpływa bezpośrednio na rozwój wyższych procesów psychicznych, a więc kształtowania się myśli i uczuć. Dzieci są bardziej kreatywne, poszukujące w swym działaniu, a jest to uzależnione od poziomu ich rozwoju językowego.

Dla mnie, jako nauczyciela, fonogesty są narzędziem pomocniczym w ukierunkowanym i zaplanowanym procesie nauczania: czytania, pisania i liczenia. Pomagały w korygowaniu błędów artykulacyjnych, poprawiały wyrazistość wymowy. Okazały się cenną pomocą w nauce czytania. Dzięki nim dzieci nie opuszczały głosek, nie zamieniały ich, czytały zachowując prawidłową melodię, akcent, intonację.

Metoda ta sprzyja aktywnemu bogaceniu słownika dziecka. Po około dwóch latach pracy z fonogestami następuje "wybuch słowny"- gwałtowny wzrost słów rozumianych i używanych przez dziecko.

Największą zaletę fonogestów upatruję w tym, iż sprzyjają one rozwojowi kontaktów społecznych. Uważam, że rodzaj, częstość i jakość kontaktów dzieci niesłyszących ze słyszącymi jest dużo lepsza u dzieci, które opanowały ogólnodostępny system komunikacji, jakim jest język polski, niż tych kształconych w sposób tradycyjny, czyli bez środków pomocniczych, czy z użyciem języka migowego.

Nota o autorze: Katarzyna Łojko, surdopedagog, nauczycielka nauczania początkowego, surdopedagog, instruktor metody fonogestów. Od czterech lat uczy dzieci niesłyszące.

Katarzyna Kubera

Logorytmika i rytmika są przedmiotami, na których w procesie dydaktycznym dzieci niesłyszące kształtują przede wszystkim umiejętność prawidłowego operowania oddechem i głosem zróżnicowanym pod względem dynamicznym, rytmicznym i intonacyjnym. Rozwijają także orientację przestrzenną, wyobraźnię, nabywają świadomości swego ciała i jego miejsca w otaczającej przestrzeni.

Od czterech lat prowadzę oba te przedmioty stosując na lekcjach metodę fonogestów. Ułatwiła mi ona nie tylko przekazanie swojej wiedzy uczniom, ale przede wszystkim ułatwiła mi nawiązania dialogu z dziećmi.

W początkowym etapie nauczania i komunikowania się z dziećmi niesłyszącymi trafiamy na trudności z koncentracją uwagi uczniów. Na lekcjach rytmiki dodatkowym czynnikiem utrudniającym nawiązanie kontaktu jest ruch, w trakcie którego dzieci są rozproszone na dużej powierzchni, w różnych miejscach sali. W takiej sytuacji sam komunikat słowny nie zostaje dostrzeżony przez wykonującego zadanie ruchowe ucznia. Nauczycielowi łatwiej jest zwrócić na siebie uwagę mówiąc z fonogestami. Dziecko widząc ruch ręki automatycznie skupia wzrok na twarzy mówiącego.

Drugą niedogodnością związaną z prowadzeniem zajęć rytmiczno - ruchowych jest odległość pomiędzy uczniem a nauczycielem. Inaczej dziecko odczytuje mowę z ust na lekcjach statycznych, gdzie stworzone są po temu optymalne warunki, natomiast w czasie wykonywania układu tanecznego uczeń przemieszczając się, znajduje się w znacznej czasami odległości od nauczyciela. Oczywiście można wówczas podejść do ucznia, albo go do siebie zawołać, ale znacznie obniża się w ten sposób efektywność pracy, zaburza tok lekcji, działa demobilizujaco na ucznia. I w tym przypadku dodanie gestu, podkreślenie mowy dodatkowym ruchem ręki zwiększa szanse na odczytanie wiadomości.

Na lekcjach logorytmiki staram się stworzyć jak najkorzystniejsze warunki do nawiązania dialogu z uczniami. Wykorzystuję pojęcia dzieciom wcześniej znane z innych przedmiotów, tak aby móc skupić się na prozodii mowy. Dzieci prowadzone od najmłodszych lat metodą fonogestów, na zajęciach logorytmicznych wykazują dużą sprawność w zakresie rytmizowania mowy, jej płynności, prawidłowego akcentowania wyrazów i zdań. Nie mają kłopotów z dzieleniem wyrazów na sylaby, nie tworzą dodatkowych sylab poprzez wydzielanie spółgłosek w sylabach zamkniętych, czy też w zakończeniach wyrazów. Podobnie jest w przypadku wprowadzania akcentu słownego. Bardziej energiczny ruch ręki podkreślający sylabę akcentowaną uwidacznia zwiększenie natężenia głosu osoby mówiącej. Bardzo ważnym czynnikiem sprawiającym, aby mowa była zrozumiała, jest jej tempo - płynność, prawidłowy czas artykułowania poszczególnych głosek. Na ćwiczeniach logorytmicznych dążę do tego, aby mowę dzieci z wadą słuchu i pod tym względem upodobnić do mowy osób słyszących. Pomagają tu bardzo fonogesty, gdyż dzieci obserwując mówiącego nauczyciela są w stanie zobaczyć czas trwania poszczególnych cząstek fonogestowych.

Nasi uczniowie nie są w stanie na drodze słuchowej zauważyć minimalnych różnic jakie zachodzą w procesie mówienia: w natężeniu i intonacji głosu. Dlaczego nie pomóc im poprzez pokazanie tego, czego nie słyszą, a co sprawi, że będą lepiej mówiły?

Nota o autorze: Katarzyna Kubera, surdopedagog, nauczycielka rytmiki. Instruktor metody fonogestów. Staż pracy pedagogicznej 10 lat, od czterech pracuje w szkole dla dzieci niesłyszących.

Małgorzata Woźniak

Metodę fonogestów poznałam 4 lata temu, będąc zobowiązana do ukończenia kursu I stopnia, kiedy chciałam podjąć pracę w szkole dla dzieci niesłyszących w Kaliszu. Nie miałam wówczas żadnych wcześniejszych doświadczeń, ani nawet kontaktów z niesłyszącymi, a tym bardziej z metodami pracy z nimi. Nie mogłam też porównać tej metody z innymi.

Zasady mówienia z fonogestami poznałam, kurs ukończyłam, ale o biegłości i wprawie nie mogło być mowy. Zostałam wychowawczynią klasy, w której dzieci miały szczególne trudności w nauce (upośledzenie umysłowe, deficyty parcjalne, znaczne zaniedbania środowiskowe), ale o dziwo nie najgorzej słyszały. Nie musiałam czynić wysiłków, aby doskonalić umiejętność mowy z fonogestami, dzieci w zasadzie słuchowo odbierały mowę. Problemy pojawiły się, gdy nie mogły opanować podstawowych umiejętności szkolnych - czytania, pisania. Zaburzenia koncentracji uwagi, analizy i syntezy wyrazów, myślenia przyczynowo - skutkowego, cechy dysleksji zauważalne u dzieci spowodowały, że zaczęłam szukać metody wspomagającej nauczanie. Zaczęłam stosować fonogesty. Po pewnym czasie stwierdziłam, iż fonogesty spowodowały:

poprawę koncentracji uwagi; wzrosła ciekawość dzieci, ponieważ wypowiedzi nauczyciela stały się bardziej "atrakcyjne", angażujące więcej zmysłów,

łatwiej mi było poprawiać wadliwą artykulację dzieci lub wyprzedzać wypowiedź ucznia, "podpowiadając" ręką, przez co dziecko miało szansę dokończyć wypowiedź, mimo niewyraźnej mowy dziecko wychwytywało i odtwarzało rytm i melodię zdania,

znacznie poprawiło się rozumienie moich wypowiedzi przez dzieci,

niektóre dzieci poczyniły postępy w czytaniu (oprócz chłopca o wyraźnych cechach afazji).

Mimo tych niewątpliwych korzyści, żadne z dzieci nie nauczyło się samodzielnie i poprawnie mówić z fonogestami.

Obecnie uczę w szkole w - f i ktoś mógłby pomyśleć, że teraz umiejętność mówienia z fonogestami nie jest mi przydatna. Nic bardziej błędnego. Codziennie spotykam się z uczniami klas od IV podstawowej do II gimnazjum. I wiem jaki to komfort dla nauczyciela, gdy można normalnym polskim językiem przekazać uczniom zasady współzawodnictwa fair play , higieny osobistej czy podać przepisy nowej gry. Wzajemne rozumienie jest bardzo dobre, a przez to kontakt z dziećmi lepszy i silniejszy.

Nota o autorze: Małgorzata Woźniak, surdopedagog, nauczycielka wychowania fizycznego, staż pracy pedagogicznej - 10 lat. Instruktor metody fonogestów. Od czterech lat uczy dzieci z wadą słuchu.

Beata Maciejewska

Jako nauczycielka nauczania początkowego, trzynaście lat pracowałam w szkole masowej. Z dziećmi niesłyszącymi i problemami ich kształcenia po raz pierwszy zetknęłam się dopiero cztery lata temu na studiach podyplomowych z zakresu surdopedagogiki. Rok przed podjęciem pracy często odwiedzałam szkołę i obserwowałam prowadzone zajęcia. Zaskakiwało mnie w tej nowej rzeczywistości bogactwo pomocy dydaktycznych, szczególnie w postaci obrazków i etykiet.

Fonogestów zaczęłam się uczyć prawie równocześnie z dziećmi, które prowadziłam wówczas jako klasę wstępną. Nie jestem pewna, czy ta nauka nie sprawiła mi większych trudności niż dzieciom. Moi sześcioletni uczniowie bardzo szybko nauczyli się poszczególnych lokacji i układów dla danych głosek. Bez większych problemów odczytywali z ust najpierw sylaby, a w toku dalszej nauki, wyrazy i zdania. Fonogesty wydatnie pomogły mi w odczytywaniu z ust wypowiedzi uczniów z bardzo wadliwa artykulacją. Zauważyłam, że dzieci mówiąc z fonogestami, mówią o wiele staranniej, a przez to wyraźniej. Różnica ta była bardzo zauważalna przy czytaniu tekstów z fonogestami i bez wspomagania. Fonogesty pomagały dzieciom czytać tekst z zachowaniem wszelkich zasad fonetyki. Stosując fonogesty mogłam zrezygnować z wielu etykiet, z nieustannego podpisywania rzeczywistości (a zresztą przecież nie da się podpisać wszystkiego, o czym mówimy), a informacje i tak docierały do uczniów w odpowiedniej formie. Po pewnym czasie zauważyłam że dzieci posługują się fonogestami w mowie spontanicznej, w kontaktach z rówieśnikami. Dzieci niesłyszące, często z bardzo zaburzoną artykulacją odczytują wzajemnie sobie wypowiedzi z ust! I odczytują bardzo dokładnie, kontrolują swoje wypowiedzi, a nawet poprawiają siebie nawzajem, a częstokroć i nauczyciela. Fonogesty czynią z nauczyciela i uczniów partnerów w procesie komunikacji.

Nota o autorze: Beata Maciejewska, surdopedagog, nauczycielka nauczania początkowego,. Instruktor metody fonogestów. Staż pracy pedagogicznej - 13 lat, od czterech lat uczy dzieci niesłyszące.

Małgorzata Ciszewska

Po czterech latach pracy z dziećmi niesłyszącym, sądzę, że mogę sformułować kilka istotnych wniosków co do metody fonogestów, którą stosowałam jako środek wspomagający odczytywanie z ust.

Fonogesty to łatwy do przyswojenia, zamknięty system gestów umożliwiających przekazywanie informacji we własnym języku.

Umożliwiają kontakt z dzieckiem, nie zmuszając jednocześnie do nauki całkiem nowego dla nauczyciela (a częstokroć i dla dziecka) języka.

Umożliwiają zrozumienie dziecka ze słabymi umiejętnościami artykulacyjnymi.

Ruch ręki pomaga skupić uwagę, szczególnie małych dzieci na przekazywanej informacji.

Pomagają realizować wszystkie głoski w wyrazie, jest to zauważalne szczególnie w trudnych zbitkach spółgłoskowych.

Przy ćwiczeniach logopedycznych, np. w pracy nad prawidłową realizacją dźwięczności pomagają dziecku uświadomić sobie rodzaj popełnianego błędu.

Fonogesty pozwalają na wypowiadanie słów zgodnie z zasadami fonetyki, np. na zachowywanie upodobnień wewnątrzwyrazowych.

W przypadku dużego niedosłuchu fonogesty pozwalają na nadanie sensu szczątkowym (niepełnym) informacjom docierającym do dziecka drogą słuchową. Można powiedzieć, że fonogesty zapełniają braki w słyszeniu dziecka.

Pozwalają na przyswojenie sobie systemu języka polskiego łącznie z zasadami gramatyki w warunkach zbliżonych do dzieci słyszących. Do dziecka docierają pełne wypowiedzi; pojęcia pojawiają się w różnych kontekstach, przez co dziecko ma szansę w naturalny sposób przyswoić sobie zasady gramatyki.

Nota o autorze: Małgorzata Ciszewska, logopeda, surdopedagog. Od czterech lat pracuje z dziećmi niesłyszacymi.

Marcin Białas

Katecheza w szkole dla niesłyszących stawia przed katechetami nowe i niełatwe zadania. Jest nim, między innymi, tworzenie katechezy dostosowanej do nowych warunków i nowych odbiorców. W przekazywaniu wiary Kościół nie posiada własnej ani jedynej metody, lecz w świetle pedagogii Bożej wybiera metodę danego czasu. Przyjmuje w sposób wolny różnorodność metod, które są oznaką życia, pewnym bogactwem i zarazem dowodem szacunku dla ich adresatów. Taka różnorodność jest wymagana zarówno ze względu na wiek, poziom umysłowy, rodzaj ewentualnych ograniczeń osób katechizowanych, oraz stopień ich dojrzałości eklezjalnej i duchowej.

Lekcja religii z dziećmi niesłyszącymi nie może ograniczać się do zwykłego omówienia Ewangelii w "ozdobny" sposób, ale powinna ukazywać Ewangelię w sposób żywotny, od "wewnątrz", aż do korzeni kultury i zdążać do inkulturacji, która powinna objąć cały lud Boży, także osoby niesłyszące.

W katechezie niesłyszących trzeba zwrócić uwagę na tak zwany nurt antropologiczny, czyli na fakt, iż poza podmiotem, którym jest Bóg trzeba się liczyć z człowiekiem, który jest w centrum mojego, tzn. katechety oddziaływania. Odbiorcą katechezy w moim przypadku są dzieci głuche, u którego uszkodzenie słuchu ogranicza w dużym stopniu nie tylko komunikację z ludźmi, ale przede wszystkim świadome komunikowanie się z Bogiem. A ono stanowi główny wymiar życia religijnego. Cytując słowa ks. prof. Henryka Witczyka: "Do istoty religii objawionej należy między innymi słuchanie głosu Boga". Prowadząc dzieci głuche, katecheta powinien zrobić wszystko, co w jego mocy, aby umożliwić dziecku poznanie "głosu Boga" i doprowadzić je do udzielenia Bogu Ojcu synowskiej odpowiedzi, tak, aby niesłyszący umieli zawsze i wszędzie świadczyć o Chrystusie i mogli odnaleźć samych siebie.

Prowadząc zajęcia z dziećmi głuchymi, musiałem sobie uświadomić to, co chcę osiągnąć, jaki jest cel mojego działania, bez którego mojego działanie było by chaotyczne i pełne napięć. Tym zasadniczym celem jest to, co św. Paweł nazywa " Budowaniem Kościoła", chodzi tu o rozwój osobowości religijnej dziecka, o formowanie jego postaw, zachowań zgodnych z duchem Ewangelii, a jednocześnie o wprowadzenie tego ducha w otaczający je świat. Chodzi o to, aby dzieci, niesłyszące potrafiły budować Królestwo Boże zarówno w świecie jak i w sobie.

Cel ten, sformułowany jest w sposób jasny i konkretny. Problemem pozostaje wybór odpowiedniej metody, aby był on możliwy do zrealizowania z dziećmi niesłyszącymi. Była to podstawowa trudność, z jaką musiałem uporać się w mojej pracy.

Po zapoznaniu się ze stanowiskiem oralistów uwierzyłem, że dziecko posiada zdolności do tego, aby dokładnie odczytać z ust treści wszelkich wypowiedzi. Jednak nie zawsze tak jest, zwłaszcza, gdy wprowadzam nowe słownictwo, a używane pojęcia nie wynikają, w myśl zasad logiki, jedno z drugiego. Z kolei zwolennicy języka migowego twierdzą, że wszystko da się przekazać stosując znaki języka migowego i daktylografię. Owszem, jest to prawda, ale żeby tak było, nadawca i odbiorca muszą posługiwać się tym samym kodem, który musi być odpowiednio bogaty.

Jak więc dzieciom głuchym mówić o rzeczach głębokich, niewyobrażalnych nie dających się wytłumaczyć w sposób racjonalny. Inkulturacja wiary jest dziełem języka, a zadaniem katechezy jest, aby znalazła ona język odpowiedni dla każdego. Ludzie poszukujący i otwarci na nowe w tym momencie muszą się zastanowić, czy istnieje lepszy sposób, który pozwoliłby dzieciom niesłyszącym poznać język, a jednocześnie pobudzał do korzystania z tego języka, aby stanowił sposób uwewnętrznienia rzeczywistości duchowej. Tym sposobem, tym kluczem niewątpliwie są fonogesty.

W oparciu o moje doświadczenia, muszę podkreślić, że u dzieci, które stosują fonogesty obserwuje się dużą aktywność językową, wzrasta skłonność do mówienia i nawiązywania kontaktów. Lekcja religii staje się lekcją dynamiczną, uczniowie pobudzani są do aktywnego uczestnictwa, a w ten sposób uczą się lepiej, gdyż są osobiście zaangażowani w to, co robią. Stosowanie fonogestów na lekcji religii umożliwia skonfrontowanie schematów myślowych i ewentualne naprowadzenie na właściwe tory myślowe. Naturalny tok wypowiedzi wspomaganej fonogestami ułatwia prowadzenie swobodnej konwersacji. Mam możliwość uzyskania natychmiastowej informacji o tym, co dziecko przeżywa "tu i teraz", dzięki temu, że mowa dziecka, mimo iż zaburzona i niedoskonała, ale wspomagana fonogestami jest dla mnie zrozumiała. U dzieci stosujących fonogesty można zaobserwować szybkie wzbogacanie się słownika, także religijnego, niezbędnego, aby prowadzić dialog religijny.

W ewangelizacji dzieci niesłyszących jest sprawą niezwykle ważną, aby mogły one dojść do poznania prawdy osobiście ją odkrywając. Metoda fonogestów im to niewątpliwie ułatwia, poprzez fakt, iż katecheta i dziecko niesłyszące mają wspólny system komunikacji globalnej. Stosowanie fonogestów ułatwia wymianę poglądów między mną a uczniami oraz między samymi uczniami, co jest bardzo ważne, gdyż dziecko niesłyszące uczy się wnikliwego spojrzenia na dane poglądy zachowując aktywną postawę sprzyjająca refleksji, uczy się przy tym komunikować się z drugą osobą. Uczniowie Chrystusa idąc za jego przykładem "winni szukać i stosować wszelkie znane w świecie współczesnym, środki terapeutyczne, każdy z nich jest symbolem uzdrawiającej mocy Syna Bożego i wzmocnieniem Ewangelii życia, która ma swoje źródło w Bogu".

Nota o autorze: Marcin Białas, katecheta, instruktor metody fonogestów. Od dwóch lat naucza religii dzieci niesłyszące.