Dziś jest: niedziela 1 sierpnia 2010 roku , imieniny: Jarosława, Justyny, Nadziei
Strona głowna | Ogłoszenia | Dodaj news! | IRC

Kazimiera Krakowiak

Rozważania o udostępnianiu języka narodowego dzieciom z uszkodzeniem słuchu

Najważniejszym zadaniem rodziców i wychowawców jest pomóc dziecku z uszkodzeniem słuchu opanować język. Zrozumienie istoty tego zadania nastręcza wiele trudności, a jego niewłaściwe rozumienie może uniemożliwić dobrą opiekę nad rozwojem dziecka. Celem niniejszego artykułu jest rozważenie tego zadania w świetle wiedzy o języku, językowym komunikowaniu się ludzi i rozwoju języka dziecka. Jest to zaproszenie do myślenia o sprawach trudnych. Myślenie o sprawach trudnych wymaga odwagi i wysiłku.

Co to znaczy pomóc dziecku opanować język? Niekiedy wydaje się, że chodzi tylko o to, żeby nauczyć je mówić. Rodzice, którzy gorąco pragną, aby ich ukochane dziecko było "normalne", aby mogło żyć we własnej rodzinie, wśród ludzi słyszących, chodzić do "normalnej" szkoły, najwięcej uwagi poświęcają umiejętności mówienia. Mają nadzieję, że dziecko osiągnie tę umiejętność dzięki naśladowaniu dobrych wzorów, tj. dzięki temu, że oni sami będą do niego mówić, a ono będzie "powtarzać". Często nie uświadamiają sobie faktu, że umiejętność mówienia jest tylko zewnętrzną postacią czynności językowych zachodzących w umyśle człowieka.

Czynności językowe nie są prostymi czynnościami określonych narządów ludzkiego organizmu, ale stanowią efekt zintegrowanego działania osoby jako niepodzielnej i autonomicznej całości. Mówienie nie może więc rozwinąć się bez jednoczesnego rozwoju tych złożonych czynności, które składają się na całokształt rozwoju osobowości człowieka jako istoty rozumnej, zdolnej do poznawania świata i tworzenia pojęć oraz istoty społecznej, zdolnej do wchodzenia w kontakty z innymi osobami i porozumiewania się z nimi przy użyciu symboli.

Mówienie to nie tylko umiejętność wytwarzania dźwięków mowy, to złożona umiejętność władania słowami, czyli znakami językowymi. Nie wystarczy słyszeć dźwięki i prawidłowo artykułować głoski. Nie wystarczy powtarzać za matką lub nauczycielką wyrazy lub całe zdania. Ważniejsze jest trafne, zgodne z normą, przypisywanie słowom znaczeń oraz poprawne rozpoznawanie sensu konstrukcji składniowych (czyli ich rozumienie), a także sprawne budowanie zdań poprawnych gramatycznie i używanie w nich słów w sposób odpowiedni do celów, które chcemy osiągnąć mówiąc, czyli zgodnie z własną intencją. Mówić to znaczy realizować swoje człowieczeństwo i działać przy użyciu słów. Władać językiem to znaczy rozumieć, co mówią inni, oraz celowo i poprawnie używać słów.

Dziecko rodzi się ze zdolnością do opanowania języka, ale żeby go poznać musi pozostawać w stałym kontakcie z ludźmi, którzy go używają. Aby opanować język, dziecko musi mieć pełny dostęp do wszystkich składników tego języka, którym posługują się ludzie w otaczającej je wspólnocie społecznej.

Czy usprawnienie uszkodzonego słuchu może dziecku gwarantować dostęp do wszystkich składników języka? Czy problem uszkodzenia słuchu można rozwiązać, jeśli nauczy się dziecko wsłuchiwać w dźwięki mowy z użyciem doskonałych protez, a potem wymawiać je starannie w sposób zbliżony do "normalnego". Takie pytania musimy sobie postawić, planując pracę z dzieckiem. Wychowanie słuchowe może być wystarczające wyłącznie w takich sytuacjach, gdy - mimo uszkodzenia słuchu - dziecko jest w stanie z protezą słyszeć doskonale, tzn. odbierać wszystkie elementy językowe wypowiedzi i dzięki temu mieć pełny dostęp do wszystkich składników języka. Przy poważnych uszkodzeniach, wobec których medycyna, wraz z ogromnymi osiągnięciami protetyki, ciągle jeszcze jest bezsilna, wychowanie słuchowo-językowe, rozumiane jako uczenie języka w oparciu o słuch, jest niewystarczające.

Czy dostęp do języka można uzyskać poprzez inne zmysły? Trzeba z całą stanowczością stwierdzić, że inne zmysły (np. wzrok lub dotyk) nie dają pełnego dostępu do dźwiękowej postaci języka. Mogą jednak być bardzo pomocne. Nie wolno bowiem zapominać, że postać dźwiękowa nie jest jedyną postacią słów. Język dźwiękowy zaś nie jest jedynym systemem symboli, którymi posługują się ludzie.

Coraz liczniejsi rodzice zdają sobie sprawę, że chodzi o coś więcej niż słyszenie i wytwarzanie dźwięków mowy. Uświadamiają sobie, że chodzi o komunikowanie się dziecka ze środowiskiem społecznym, a mianowicie o to, żeby nauczyło się ono porozumiewać z innymi ludźmi, to znaczy dokonywać wymiany treści psychicznych (wiadomości, myśli, uczuć, pragnień, woli itp.) z innymi osobami, rozumieć innych i być przez nich rozumianym. Problem polega na tym, w jaki sposób można sprawić, żeby dziecko nie słysząc głosek mogło szybko i dokładnie odbierać słowa i całe zdania, całe komunikaty. W jaki sposób rozmawiać z dzieckiem, które nie potrafi wyraźnie wymawiać wyrazów? W artykule pt. "Metoda fonogestów. Ręka matki pomaga dokładniej słyszeć, lepiej rozumieć i swobodniej mówić" zamieszczonym na str. ...... niniejszego poradnika bardzo krótko przedstawiłam wypróbowany przez wiele osób, skuteczny sposób porozumiewania się z dzieckiem niesłyszącym i pomagania mu w rozwoju języka. Metoda ta pozwala dziecku z uszkodzonym słuchem opanować język polski biegle w mowie i w piśmie. Dokładny jej opis, wraz ze szczegółowymi wskazówkami znajdzie zainteresowany czytelnik w specjalnej publikacji1. W tym miejscu proponuję szersze rozważenie problemu wspomagania rozwoju języka dzieci niesłyszących.

Niektórzy specjaliści, koncentrując się na ograniczeniach dziecka, sądzą, że jedyną dostępną dla niego odmianą języka jest jego forma pisemna, a zatem należy je nauczyć przede wszystkim czytać i pisać. Są również tacy, którzy uważają, że "naturalnym językiem głuchych" jest i powinien być język migowy, a więc tego języka należy nauczyć dziecko na początku.

Z faktu, że język łączy się ze wszystkimi czynnościami psychicznymi człowieka i że jest systemem, wynikają bardzo ważne wskazówki dla naszego działania wspierającego rozwój dziecka. Spróbujmy więc wyjaśnić sobie pojęcie systemu językowego.

Język to system dwuklasowy. Składa się z klasy (zbioru) znaków językowych, czyli słów, i klasy (zbioru) reguł gramatycznych, czyli swoistych przepisów, według których ze słów buduje się sensowne i poprawne zdania. Człowiek nie musi i nie może ogarnąć pamięcią nieprzeliczonego zbioru zdań potrzebnych w rozmaitych sytuacjach życiowych. Może natomiast umiejętnie operować słowami według reguł gramatycznych. Dzięki temu człowiek jest zdolny używać słów w sposób samodzielny i twórczy. Ze słów, które można policzyć, może budować nieskończoną ilość wypowiedzi. Słowa nie są niezmiennymi klockami, które układamy mechanicznie w ciągi według reguł. One same podlegają zmianom form i funkcji, tj. odmieniają się, przyjmując różne role w zdaniach.

Zarówno słowa, jak i zdania znaczą, tj. odnoszą się do rzeczywistości, w której żyją ludzie. Nie tylko do rzeczywistości najbliższej i teraźniejszej, ale również odległej w czasie i przestrzeni. Język tę rzeczywistość uobecnia w ludzkim umyśle, pozwala nam ją nazywać, opisywać i interpretować. Pozwala też ją w myśli projektować i twórczo przetwarzać.

Słowa nabierają ostatecznej treści dopiero wówczas, gdy zostaną użyte w zdaniach. Inaczej mówiąc: używając słów (tworząc zdania) każdorazowo nadajemy im treść. Na tym polega kreatywność, czyli twórczy charakter języka. Twórcą treści zdań jest zarówno ten, kto mówi (pisze), jak i ten, kto odbiera (słucha lub czyta), starając się odtworzyć sens nadany przez mówiącego (piszącego). Treść nadawana i treść odbierana nie są identyczne, ale dzięki temu, że nadawca i odbiorca operują tym samym, wspólnym językiem, są one na tyle do siebie podobne, że ludzie mogą się wzajemnie rozumieć. Porozumiewanie się jest możliwe dzięki ich twórczej aktywności. Aktywność ta nie jest zupełnie dowolna, ale odbywa się według przyjętych w społeczeństwie reguł.

Warto zadać pytanie, czy plastyczność, którą językoznawcy (Noam Chomsky i jego uczniowie) nazywają kreatywnością, jest cechą samego języka, czy wynika raczej z właściwości ludzkiego umysłu? Odpowiedź nie jest łatwa, ponieważ języka nie można oddzielić od człowieka, a człowieka nie można poznać inaczej niż jako osobę władającą językiem, przetwarzającą i porządkującą swoje doświadczenie w sposób logiczno-symboliczny, czyli językowy. Człowiek, z istoty swojego człowieczeństwa, jest twórczym użytkownikiem języka, a mówiąc dokładniej - twórczym użytkownikiem różnych języków, różnych systemów symboli.

Język to nie tylko narzędzie bezpośredniego komunikowania się jednostek. Jest on również formą psychicznego i społecznego funkcjonowania każdego człowieka. Jest też narzędziem służącym człowiekowi do poznawania otaczającej go rzeczywistości i samego siebie. On stanowi postać istnienia ludzkiej kultury i jest formą jej dziedziczenia. Pozwala na rozszerzenie indywidualnej świadomości człowieka przez włączenie do niej wiedzy o świecie zgromadzonej przez łańcuch pokoleń w samym języku i utworach językowych. Jego opanowanie stanowi nieodzowny warunek umysłowego włączenia się człowieka do kultury społeczeństwa, w którym żyje, a poprzez nią do kultury ogólnoludzkiej. On wyznacza ogromną symboliczną przestrzeń naszego rozwoju psychicznego i otwiera drogi naszej formacji duchowej. Służy do zaspokajania głównych potrzeb, poczynając od potrzeb biologicznych warunkujących przeżycie (umożliwia ludziom współpracę w walce o przetrwanie), poprzez potrzeby psychiczne, warunkujące rozwój osobowości (takie jak potrzeba bezpieczeństwa, akceptacji, przynależności do grupy, miłości itd.), aż po potrzeby metafizyczne i religijne, warunkujące poczucie sensu naszego istnienia.

Mylili się ci, którzy sądzili, że niesłyszące dziecko może nauczyć się języka przez proste naśladowanie wzorów mówienia. Gdyby dziecko uczyło się języka tylko przez naśladowanie, nie mogłoby osiągnąć autonomii swojej osoby, byłoby czymś na kształt "psychicznego klonu", repliką swojego nauczyciela języka. Uczenie języka przez naśladowanie prowadzi do psychicznego okaleczenia dziecka, do jego degradacji umysłowej. Człowiek nie uczy się "mówić" na sposób papuzi. Wprost przeciwnie: człowiek język zdobywa. Niejako sam dla siebie od nowa go tworzy. Naśladownictwo pełni w tym "zdobywaniu" pewną rolę, ale nie jest najważniejsze.

Zjawisko to nie jest łatwe do zrozumienia, bo przecież język ma charakter społeczny. Jest własnością wspólnoty, np. narodu. Języka narodowego używają członkowie całego narodu, dla których jest on językiem ojczystym. Język musi być wspólny dla pewnej społeczności z tej prostej przyczyny, że gdyby każdy człowiek miał własny język, ludzie nie mogliby się komunikować. A jednak język, który jest społeczny, wspólnotowy, jest jednocześnie osobistą własnością każdego człowieka, jest jego językiem wewnętrznym, systemem znaków, w którym realizuje się i działa jego umysł.

Władania pierwszym językiem, czyli językiem macierzystym, człowiek uczy się zupełnie inaczej niż wszelkich innych umiejętności. Inaczej niż chodzenia, pływania, jazdy na rowerze, kierowania samochodem, czy gry na instrumencie. Inaczej niż przedmiotów szkolnych. Inaczej niż języka drugiego i kolejnych - obcych. Pierwszy język pojawia się i rośnie razem z ludzką osobą. Jest zakorzeniony w biologicznej postaci organizmu, a karmi się doświadczeniem płynącym ze wszystkich czynności psychicznych dziecka wzrastającego wśród ludzi. Rozwój języka każdej jednostki odbywa się według jednego - odwiecznego i wspólnego wszystkim ludziom - wewnętrznego programu, z zachowaniem stałych i koniecznych stadiów, ale w każdym przypadku ma charakter indywidualny i jest niepowtarzalny, autonomiczny i wymaga osobistej aktywności.

Znaczenia i funkcji pierwszych słów nie można dziecku wyjaśnić, nie można ich nauczyć przez podanie jakichś odpowiedników lub definicji, czy innych umownych symboli (np. obrazków lub gestów ilustrujących ich treść). Podstaw języka nie można nauczyć się przez etykietowanie elementów otaczającej rzeczywistości. Pierwszy język poznaje się poprzez działanie komunikacyjne, w bezpośrednich interakcjach z otoczeniem społecznym. Dziecko musi osobiście doświadczyć, jak funkcjonuje język, odkryć fundamentalne zasady władania nim i nauczyć się praktycznie je stosować.

Nie uczy się ono słowa po słowie, ani zdania po zdaniu. Opanowuje język w wyniku ogromnej pracy intelektualnej, która polega na rozszyfrowaniu sposobu językowego kodowania znaczeń przez ludzi. Wykorzystując właściwą sobie, dziecięcą zdolność do ejdetycznego (dokładnego, wiernego w szczegółach) zapamiętywania tego, co słyszy i widzi, dziecko od samego początku uczy się precyzyjnego kategoryzowania poznawanych zjawisk. Jego mózg jest zadziwiająco sprawnym urządzeniem, gotowym do podjęcia złożonych czynności poznawczych, polegających na przetwarzaniu danych płynących z wrażeń zmysłowych na spostrzeżenia i wyobrażenia, a następnie na tworzeniu pojęć, które uzyskują swoje symboliczne oznaczenia językowe i pozostają na trwałe w pamięci. Warunki do tej pracy stwarza zanurzenie w strumieniu aktów komunikowania się z osobami najbliższymi w toku bezpośredniego obcowania z nimi i współdziałania w naturalnych sytuacjach codziennych.

Zachowania językowe osób najbliższych (w pierwszym rzędzie - matki) nie są tylko prostym wzorem do naśladowania, ale dostarczają dziecku danych, na których podstawie odkrywa ono reguły językowego kodowania znaczeń i buduje sobie własny system wzorców czynności językowych. Każde dziecko na zbudowanie sobie zrębu własnego języka potrzebuje około trzech lat. Następnych dwóch-trzech lat dziecko słyszące potrzebuje na osiągnięcie prawidłowej wymowy, a na doskonalenie kompetencji, czyli wiedzy językowej, i sprawności językowych, czyli umiejętności działania językowego, potrzeba jeszcze wielu lat kolejnych.

W jakiej kolejności dziecko uczy się operować jednostkami języka? Kolejność wyznacza sama struktura języka. Język dźwiękowy jest nie tylko systemem dwuklasowym. Ma także swoistą budowę dwupoziomową. Językoznawcy nazywają tę jego właściwość "dwoistością strukturalną języka", albo "podwójną artykulacją". Najprościej mówiąc ta cecha języka polega na tym, że każde wypowiedzenie (zdanie) rozkłada się na jednostki na dwóch poziomach: na poziomie pierwszym (w pierwszej artykulacji) wypowiedzenie dzieli się na elementy posiadające znaczenie (grupy wyrazowe, wyrazy, morfemy), a dopiero na poziomie drugim (w drugiej artykulacji) wyodrębnia się elementy, które same nie mają znaczenia, a których funkcją jest to, że z nich tworzy się jednostki znaczące (morfemy, wyrazy). Jednostkami drugiej artykulacji w języku dźwiękowym są wzorce głosek, czyli fonemy. Liczba fonemów w języku dźwiękowym jest zamknięta, niewielka (około 50). Zadziwiający fenomen języka polega na tym, że z tych niewielu jednostek możemy zbudować ogromną liczbę wyrazów (każdy człowiek zna kilkadziesiąt tysięcy słów) i utworzyć nieskończoną, niepoliczalną liczbę zdań.

Dziecko zaczyna od poznawania elementów drugiej artykulacji - wzorców głosek (fonemów) i ich połączeń w sylabach, których uczy się gaworząc i "bełkocąc po swojemu", a także naśladując dźwięki wydawane przez innych ludzi. Wkrótce jednak przyswaja sobie pamięciowo (ejdetycznie) kilka wyrazów, które wypróbowuje jako sygnały przydatne do oddziaływania na innych ludzi, zwłaszcza na matkę. Wówczas zaczyna mówić, ale nie potrafi jeszcze budować zdań. Dopiero po pewnym czasie odkrywa zmienność form wyrazów i możliwość ich łączenia w zdania, dzięki czemu powoli dociera do ich znaczeń. Zaczyna wtedy tworzyć swoje pierwsze zdania, które nie są wcale odwzorowaniem zdań wypowiadanych przez matkę, ale pierwszymi próbami twórczego użycia języka. Z kolei udaje się dziecku odkryć elementy budowy wyrazów (morfemy) i uczy się tworzyć nowe słowa (neologizmy), dzięki czemu wymyśla własne urocze i oryginalne powiedzonka, które wywołują zwykle zdumienie i radość dorosłych. W tym czasie dziecko jest "genialnym lingwistą", "małym poetą" tworzącym nazwy dla zjawisk własnego świata. Po pewnym czasie zdolność ta jakby zanika. W istocie dzieje się tak, że dziecko dowiedziało się już, z czego i jak "zrobiony jest" język i od tej pory uczy się go w zawrotnym tempie, poznając codziennie dziesiątki słów. Uczy się tak szybko, że wkrótce będzie już znało kilka tysięcy wyrazów i potrafiło budować zdania sensowne i poprawne.

Z tej wiedzy o języku i o zdobywaniu języka przez dziecko wynikają bardzo ważne dla nas wnioski. Aby pomóc dziecku z uszkodzonym słuchem opanować język narodowy, trzeba sprawić, żeby mogło ono uruchomić i wykorzystać swoje wrodzone zdolności językowe. Trzeba dać mu szansę, aby zostało "genialnym lingwistą" i "małym poetą". A do tego nieodzowne jest, aby mogło na co dzień rozmawiać z ludźmi ze swego otoczenia. Najpierw - jako małe dziecko - z matką, ojcem i osobami najbliższymi, a potem również z szerszą społecznością. Potrzeba kontaktu z innymi ludźmi, potrzeba rozmowy jest u każdego człowieka równie silna jak potrzeba pokarmu i miłości. Ograniczenie lub brak słyszenia jest przeszkodą, stanowi barierę w komunikowaniu się. Tę barierę trzeba i można przezwyciężyć. Znalezienie sposobu przezwyciężenia bariery, która powstaje między dzieckiem z uszkodzeniem słuchu a jego słyszącą rodziną i otoczeniem społecznym, to najważniejsza część zadania osób, które chcą dopomóc dziecku w opanowaniu języka.

Rozmowa z niesłyszącym dzieckiem wymaga szczególnego zaangażowania i opanowania sztuki mówienia oraz wykorzystywania środków pomocniczych. Jest to prawdziwie wielka sztuka żywego słowa: mówić tak, aby osoba, która praktycznie nie słyszy słów, "usłyszała je wizualnie"! Właśnie tę możliwość dają fonogesty. A przecież sztuka mówienia do niesłyszących to tylko część umiejętności potrzebnych rodzicom i rzeczywistym przyjaciołom dziecka z uszkodzeniem słuchu. Konieczna jest jeszcze sztuka słuchania i wnikliwego rozumienia intencji dziecka, życzliwe nastawienie na jego komunikaty, umiejętność ich poprawnej interpretacji i bardzo trudna umiejętność łączenia korekcji wypowiedzi z pobudzaniem dziecka do nieskrępowanej aktywności słownej. Większość ludzi może jednak opanować te umiejętności bez nadmiernego wysiłku, jeśli ich motywacja do wspomagania niesłyszącego dziecka jest autentyczna i oparta na pozytywnych uczuciach.

Tematy i materiał językowy do rozmów z małym dzieckiem narzucają same codzienne sytuacje życiowe, w których znajduje się ono samo, jego matka i inne bliskie osoby. Podstawową zasadę doboru materiału językowego do rozmów i do pracy logopedycznej z małym dzieckiem można sformułować w sposób następujący: język, który udostępniamy dziecku nie może być spreparowanym surogatem, ale pełnym, żywym i bogatym językiem. Chodzi bowiem o to, aby dziecko mogło od samego początku poznawać kompletny, tj. zawierający wszystkie składniki, system języka, którym posługują się ludzie słyszący, a zarazem o to, aby mogło znaleźć dostęp do tego systemu, nauczyć się rozpoznawać jego elementy i operować nimi.

Przede wszystkim ważne jest, aby język, którym mówimy do dziecka, był pełny w swojej warstwie fonologicznej, aby zawierał wszystkie głoski języka polskiego i wszystkie ich typowe połączenia, wszystkie sylaby i ich połączenia. Chodzi o to, aby dziecko stopniowo nabierało doświadczenia, które pozwoli mu w przyszłości "złamać szyfr" językowy, tj. opanować procedurę umysłowego operowania strukturami fonemowymi.

Szczególnie ważne jest również, aby poznawane słowa były praktycznie potrzebne samemu dziecku do ekspresji i do oddziaływania na innych ludzi oraz do poznawania otaczającego świata. Małe dziecko nie potrzebuje słów do szczegółowego opisywania rzeczywistości (etykietek), ale do wspólnego z najbliższymi ludźmi doświadczania świata, który je otacza, i do komunikowania im pomyślanych treści. Konieczne jest więc używanie słów nasyconych emocjonalnie i skutecznie przekazujących intencje matki i samego dziecka. Konieczne są np. wykrzyknienia, imiona własne, nazwy zabawek i przedmiotów codziennego użytku, czasowniki w trybie rozkazującym, wyrazy zdrobniałe oraz wyrażenia i zwroty wyrażające emocje (zarówno pozytywne jak negatywne) itp. Do dziecka nie można mówić językiem sztucznie pozbawionym elementów, które uważamy za zbyt trudne do wymówienia lub zrozumienia, nie można pomijać wyrazów pieszczotliwych, różnych nazw tych samych przedmiotów, zjawisk i czynności.

Bardzo ważne jest też, aby wypowiedzi miały poprawną i naturalną składnię, nie były ani nazbyt lakoniczne (zubożone), ani nazbyt rozbudowane i trudne do objęcia pamięcią w bezpośrednim odbiorze.

Kolejną bardzo ważną sprawą dotyczącą języka, którym mówimy do małego dziecka z uszkodzonym słuchem, jest poprawny dobór form fleksyjnych poszczególnych słów. Wyrazy odmienne (zarówno imienne jak i czasowniki) od samego początku nie mogą być podawane w jednej niezmiennej formie, ponieważ utrudni to dziecku odkrycie istnienia i funkcji końcówek fleksyjnych. Nie można jednak nasycać wypowiedzi nadmierną liczbą form tego samego wyrazu, zwłaszcza takich, w których wyraz ten występuje rzadko w języku potocznym.

Poprawność wypowiedzi kierowanych do dziecka pod względem składni i fleksji jest warunkiem opanowania przez nie umiejętności odbioru i rozumienia, ponieważ tylko wypowiedzi poprawne zawierają komplet elementów fonologicznych, które trzeba nauczyć się szybko i sprawnie odróżniać oraz trafnie rozpoznawać. Do dziecka z uszkodzonym słuchem należy mówić tak, jak do każdego innego dziecka, które jest osobą chłonną, myślącą, rozumną.

Rodzice muszą sobie stale jasno zdawać sprawę ze stadialnego przebiegu procesu uczenia się języka, a zwłaszcza z faktu, że umiejętność rozumienia zwykle poprzedza umiejętność używania poszczególnych jego elementów. Dlatego nie możemy oczekiwać, że dziecko bardzo szybko zacznie naśladować kierowane do niego wypowiedzi. Nie możemy też - tak samo jak w rozmowach z małym dzieckiem słyszącym - jedynie naśladować jego pierwszych prób mówienia i w ten sposób ograniczać mu dostępu do poprawnych wzorów językowych.

***

Po rozważeniu tych trudnych problemów można dokładniej i pełniej zobaczyć problem konieczności używania środków wspomagających komunikowanie się.

Najpierw zastanówmy się nad rolą i przydatnością pisma, jako środka ułatwiającego porozumiewanie się i pomagającego dziecku uzyskać dostęp do języka. Używając napisów (etykietek, komunikatów pisemnych) musimy pamiętać o kilku ważnych sprawach. Wersja pisemna języka nie stanowi osobnego systemu językowego. Nie ma dwóch języków polskich: mówionego i pisanego. Jest jeden język. Istnieją natomiast dwie jego wersje. Język pisany jest wersją wtórną. Wersje te znacznie różnią się od siebie. Wynika to z innej organizacji nośników informacji, którymi są przemijające dźwięki uporządkowane w czasie i litery utrwalane w przestrzeni. Język mówiony i język pisany rządzą się po części regułami wspólnymi, a po części odmiennymi. Inaczej dobieramy słowa i budujemy zdania mówiąc, a inaczej - pisząc.

Pismo jest bezcennym środkiem ułatwiającym dzieciom z uszkodzeniem słuchu poznawanie słów. Jednakże samo pismo nie umożliwia opanowania podstaw czynności językowych, odkrycia i rozszyfrowania sposobu językowego komunikowania się ludzi. Nie można bowiem sensownie i skutecznie operować pismem w kontakcie z niemowlęciem i małym dzieckiem. Pismo służy doskonale do przekazywania informacji na odległość (w przestrzeni i w czasie). Można się z dzieckiem bawić używając napisanych wyrazów i zdań, ale nie można używać pisma w funkcjach, które realizuje prawdziwa rozmowa. Używanie etykiet pomaga nauczyć dziecko rzeczowników, ale nie umożliwia wyjaśnienia sensu ich form, nie daje zwłaszcza szansy poznania treści form czasownika. Pismo doskonale służy do utrwalenia znajomości języka poznanego w postaci mówionej, pomaga wzbogacać język i mówić coraz poprawniej. Jednakże ograniczenie pracy z dzieckiem do etykietowania przedmiotów prowadzi do zahamowania rozwoju języka. Nie sposób bowiem wyjaśnić małemu dziecku treści napisanego słowa, które nigdy wcześniej nie było użyte w rozmowie. Znaczenia nowych słów napisanych można wyjaśniać dopiero wówczas, gdy dziecko zna język tak biegle, że już posługuje się definicjami słownymi. Znaczenie pierwszych słów dziecko odkrywa samo, działając językowo. Słowo napisane i przepisane jest znaczeniowo puste. Jego pseudoznaczenie ogranicza się zwykle do treści obrazka, pod którym umieszczony jest podpis. A słowa to nie są etykietki obrazków, to symbole pojęć abstrakcyjnych. Liczne dzieci niesłyszące w Polsce, które opanowały po kilkaset słów napisanych na etykietkach, nie potrafią zbudować ani jednego zdania i nie mówią. Ich rzekoma mowa jest papuzim powtarzaniem wyrazów bez związku z innymi wyrazami, a często także bez związku z sytuacją. Nadmierne koncentrowanie się na pisemnej postaci słów może prowadzić także do nieodwracalnych zaburzeń w wymowie (dzieci wymawiają tak, jak się pisze).

Celem przedstawionych ostrzeżeń nie jest nawoływanie do zaniechania używania w pracy z dziećmi niesłyszącymi pisma, etykietek i obrazków. Wprost przeciwnie. Chodzi o to, aby używać ich racjonalnie jako środków uzupełniających i pomocniczych. Nie zamiast rozmowy. Chodzi też o to, aby nie dać się zwieść fałszywym prorokom, którzy twierdzą, że głusi powinni uczyć się tylko języka pisanego, a komunikować się wyłącznie w języku migowym. Trzeba z całą mocą podkreślić, że ta idea jest niebezpieczna, bo prowadzi do ograniczenia możliwości rozwojowych osób z uszkodzonym słuchem. Odbiera im prawo do pełnego poznania języka narodowego.

Używanie języka migowego jako środka wspomagającego porozumiewanie się stwarza zupełnie inne problemy. Zastanówmy się nad tym, dlaczego ludzie niesłyszący używają języka migowego? Dlaczego dzieci z uszkodzonym słuchem z taką łatwością i zapałem uczą się migać? Czy język migowy jest objawem choroby lub niepełnosprawności? Należy zdecydowanie stwierdzić, że jest wprost przeciwnie. Jest przejawem zdolności twórczych i dobitnym dowodem tego, że człowiek, nawet pozbawiony możliwości słyszenia i uczenia się mowy, może, a nawet musi tworzyć język. Język migowy jest osiągnięciem geniuszu osób skazanych na brak łączności słownej z ludźmi używającymi języka dźwiękowego. W Polsce istnieje on już blisko dwa stulecia, tzn. od czasu, gdy zaczęły tworzyć się skupiska niesłyszących, co nastąpiło wraz z powstaniem szkół specjalnych. Jest on kultywowany i przekazywany z pokolenia na pokolenie w rodzinach, w których żyje wielu niesłyszących. Wbrew temu, co sądzili dotychczas niektórzy pedagodzy, jest to język pełnowartościowy. Pozwala na skuteczne i szybkie porozumiewanie się. Nie jest jednak podobny do języków dźwiękowych. Wymaga innych czynności do rozumienia i nadawania komunikatów. Nie tylko poszczególne migi odpowiadające słowom, ale i zdania w tym języku są zbudowane zupełnie inaczej niż w polskim, czy angielskim. Osobie nie znającej języka migowego może on wydawać się "prymitywny", kiedy ma do czynienia z nieudolnym przekładem z tego języka na język polski.

Dzięki językowi migowemu ludzie niesłyszący rozwijają swoje zdolności poznawcze, myślenie i umiejętności twórcze nawet wówczas, gdy nie umieją mówić, czytać i pisać. Często osiągają wysoki poziom umiejętności praktycznych i zawodowych. Bez znajomości języka ogólnonarodowego nie mają jednak możliwości osiągnąć wysokiego poziomu wiedzy teoretycznej i wykształcenia. Nie są w stanie uczestniczyć w życiu społecznym. Nie mogą korzystać z dorobku ogólnoludzkiej kultury i wnosić do niej swojego niepowtarzalnego doświadczenia życiowego i duchowego. Są cudzoziemcami we własnym kraju. Ludźmi obcojęzycznymi we własnej rodzinie.

Władanie językiem migowym nie musi przeszkadzać w uczeniu się języka ogólnonarodowego, np. polskiego. Wielu współczesnych specjalistów twierdzi, że niesłyszący potrzebują poznania dwóch języków: ogólnonarodowego i migowego. Dzięki temu mogą porozumiewać się zarówno ze słyszącymi, jak i między sobą. Znając dwa języki mogą zdobywać wiedzę z różnych dziedzin, studiować, a nawet uczyć się kolejnych języków, obcych. Twierdzenie to jest słuszne, ale wymaga pełnego zrozumienia.

Co to znaczy znać dwa języki? To pytanie należy uznać za bardzo ważne, gdy mamy dokonać wyboru sposobu pomagania naszemu dziecku w ich poznawaniu. Z doświadczenia ludzi słyszących wiadomo, że w większości przypadków ludzie władają jednym językiem, jako pierwszym, ojczystym (macierzystym), który stanowi ich język główny i jest ich podstawowym językiem wewnętrznym. Języka drugiego i kolejnych uczą się jako obcych, najczęściej po opanowaniu pierwszego. Język drugi i następne ludzie opanowują zwykle mniej biegle niż pierwszy, zwłaszcza wówczas, gdy uczą się ich tylko w szkole i nie mają okazji używać na co dzień. Rzadziej zdarza się, że małe dziecko uczy się dwóch języków jednocześnie. Ma to miejsce w rodzinach, w których rodzice są różnojęzyczni. Bywa, że znajomość dwóch języków od dzieciństwa jest wymuszona tym, że na jednym terenie obok siebie żyją ludzie dwóch narodowości. Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś może o sobie powiedzieć, że jest absolutnie dwujęzyczny, to znaczy nie preferuje jednego języka, wypowiada się w dwóch z równą swobodą i bez ograniczeń. Nawet najwytrawniejsi poligloci (znawcy wielu języków) są zwykle przywiązani do tego języka, który poznali jako pierwszy w dzieciństwie. Myśląc o idei dwujęzyczności niesłyszących warto sobie uświadamiać tę prawidłowość dotyczącą ludzkiego rozwoju językowego.

Warto też uświadomić sobie inną prawidłowość dotyczącą tego rozwoju. Oto poznawanie dwóch języków może być korzystne dla człowieka, może go wzbogacać i rozwijać wtedy i tylko wtedy, gdy każdy z nich poznaje w pełni, gdy uczenie się drugiego nie wpływa na zaburzenie znajomości pierwszego. Zdarza się bowiem, że przy słabej znajomości jednego języka, uczenie się drugiego prowadzi do bardzo poważnych błędów w używaniu pierwszego. Mamy wówczas do czynienia z pomieszaniem języków, z powstaniem nowego języka mieszanego, który nie jest żadnym z języków wyjściowych. Takiego rodzaju języki noszą nazwę języków kreolskich, których typowym przykładem jest pidgin - mieszany język angielsko-chiński. Języki typu kreolskiego są używane przez duże społeczności i w wielu krajach pełnią rolę języków ojczystych. Jeśli jednak takiego języka, powstającego z pomieszania dwóch systemów, używa jednostka lub mała grupa ludzi, to naraża się na niezrozumienie i dezaprobatę społeczną. Posługiwanie się językiem mieszanym przez wielu polskich niesłyszących sprawia, że są oni traktowani przez niektórych słyszących (także przez specjalistów i badaczy problematyki głuchych) tak, jakby byli ograniczeni umysłowo.

Z przedstawionych uwag wynika bardzo ważna wskazówka: język migowy powinien być traktowany z należnym mu szacunkiem, tak samo jak każdy inny z ludzkich języków. Uczyć się tego języka należy od osób, które go doskonale znają. Nie od pseudospecjalistów, którzy odbyli kilkutygodniowy kurs, ale od mistrzów biegle nim władających. Pomysł, żeby języka migowego uczyła dziecko jego słysząca matka lub inna osoba, która zdążyła nauczyć się zaledwie kilkuset znaków, wynika z zupełnej nieznajomości istoty języka oraz zjawisk zachodzących w czasie poznawania go przez dziecko. Żadnego języka nie można bowiem opanować na podstawie niepełnych danych.

Opanowanie języka migowego przez osoby słyszące nie jest łatwe. Nie tylko wymaga wielkiego wysiłku, ale przede wszystkim swoistego "przestawienia się" na zupełnie inny sposób kodowania znaczeń. Obserwacja i doświadczenie wykazują, że znacznie łatwiej jest wymyślać nowe znaki i nowe sztuczne języki, niż nauczyć się migać tak, jak robią to sami niesłyszący. Aby odbierać i rozumieć komunikaty w naturalnym (klasycznym) języku migowym, trzeba osiągnąć pewien rodzaj wrażliwości na gesty i mimikę, i głęboko poznać umysłowość niesłyszących. Bez tej wrażliwości i bez tej wiedzy nie można jednak nauczyć się traktować ich rzeczywiście podmiotowo, z szacunkiem dla ich autonomii.

Szanując prawo niesłyszących do kreatywności językowej, prawo do tworzenia i używania własnego systemu znaków, nie możemy zapominać, że mają oni również prawo do poznania języka narodowego. Podsumowując rozważania dotyczące najważniejszego zadania rodziców i wychowawców dziecka z uszkodzeniem słuchu, jakim jest udostępnienie mu języka narodowego, należy stwierdzić, że podstawowym warunkiem skuteczności działania w tym zakresie jest stworzenie środowiska społecznego, które potrafi obcować z nim na zasadach pełnego partnerstwa i skutecznie komunikować się językowo. Na podstawie analizy znanych przypadków prawidłowego władania językiem polskim przez osoby z głębokim uszkodzeniem słuchu można stwierdzić, że doszli oni do tego dzięki szczególnym zdolnościom swoich słyszących opiekunów (najczęściej matek lub osób pełniących tę rolę), które potrafiły nie tyle "uczyć języka", ile raczej udostępnić go dziecku, dostosowując swój sposób mówienia do jego ograniczonych możliwości słuchowych i umiały sprawić, że dziecko, traktowane jak pełnoprawny uczestnik ustawicznych rozmów, wypracowało sobie własny sposób percepcji wypowiedzi i "zanurzyło się w języku", a następnie rozszyfrowało sposób werbalnego kodowania znaczeń i opanowało umiejętność władania systemem w stopniu mniej lub bardziej doskonałym. Nie znamy lepszego sposobu nauczania dzieci pierwszego języka, jak "przez zanurzenie w języku". Pierwszy język słusznie nazwany jest macierzystym. Jest bowiem opanowywany w wyniku komunikowania się z matką i macierzyńskim środowiskiem społecznym, a jednocześnie sam stanowi swoistą "macierz" dla wszelkich procesów rozwoju psychicznego jednostki.